Działacze Solidarności, którzy przyszli wysłuchać wyroku, wychodzili z sali w trakcie wygłaszania przez sędziego uzasadnienia. Mówili, że to skandal i hańba.

– Wyrok zapadł w sali nr 111, gdzie wcześniej, w stanie wojennym, zapadały wyroki skazujące działaczy opozycji na bezwzględne więziennie – mówi nam Jerzy Jacek Pilchowski z wałbrzyskiej „Solidarności”. – Zachowanie sądu to prawdziwy skandal – komentuje.  – Jesteśmy przekonani, że prokurator IPN odwoła się od tego wyroku.

Akt oskarżenia w tej sprawie trafił do sądu w grudniu 2016 roku. Leszka L. oskarżono o popełnienie 92 zbrodni komunistycznych, stanowiących jednocześnie zbrodnie przeciwko ludzkości, polegających na wydaniu od 12 do 17 grudnia 1981 r. decyzji o internowaniu 92 osób – precyzuje IPN. 

Prokuratorzy uznali, że oskarżony, wydając te decyzje, powoływał się na przepisy nieistniejącego aktu prawnego w postaci dekretu z 12 grudnia 1981r. o ochronie bezpieczeństwa państwa i porządku publicznego w czasie obowiązywania stanu wojennego, a w konsekwencji bezprawne pozbawienie wolności prawie stu osób. Wśród internowanych było m.in. trzech członków Zarządu Regionu Dolny Śląsk NSZZ „Solidarność”, w tym także przewodniczący Zarządu Krajowej Sekcji Branżowej Ceramików NSZZ „Solidarność”. Osoby te były także delegatami na I Krajowy Zjazd NSZZ „S”.

Przesłuchany przez prokuratora IPN Leszek L. nie przyznał się do popełnienia zarzuconych mu przestępstw.

Sędzia Bartosz Szeremeta argumentował, że przedmiotem sprawy nie była kwestia wprowadzenia stanu wojennego, tylko podpisanie przez oskarżonego dokumentów dotyczących internowania 92 osób po wprowadzeniu stanu wojennego. Zatem w ocenie sądu oskarżony składając podpisy, nie dokonał tego pod obowiązującym aktem prawnym, tylko pod jego projektem.

Akt oskarżenia został oparty na zeznaniach pokrzywdzonych i świadków oraz na zebranych dowodach w postaci dokumentów. Leszek L. stwierdził podczas zeznań w sądzie w czerwcu, że dla niego stan wojenny rozpoczął się w Polsce 12 grudnia po godz. 17.00, gdy otrzymał telefoniczne polecenie otwarcia specjalnych kopert z instrukcjami na temat zasad jego wprowadzenia.

– Zadzwonił do mnie generał Tarała z MSW i przekazał takie polecenie. Otworzyłem kopertę i zacząłem działania zgodnie z tymi instrukcjami. Po koleżeńsku zadzwoniłem jeszcze do innego komendanta wojewódzkiego i on potwierdził, że wprowadzono stan wojenny – twierdził i dodał, że był przekonany, że działa zgodnie z obowiązującym prawem. Dodajmy, że L. odmówił składania zeznań przed prokuratorem.

Leszek L. pod koniec lat 80-tych awansował i pracował w MSW. W latach 1990-91 był też komendantem głównym policji.

Wyrok nie jest prawomocny.

fot.sędzia Bartosz Szeremeta / Ignac Glowacki