Występki popełnione przez skazanych polegały na prześladowaniu poszkodowanych osób ze względów politycznych i należy je zakwalifikować jako popełnienie zbrodni komunistycznej i zbrodni przeciwko ludzkości

– uznał dziś sąd.

Jak mówił w uzasadnieniu wyroku sędzia Robert Bełczącki, o wymiarze kary zdecydowały wysoki stopień winy oskarżonych, szczególna waga naruszenia przepisów, znaczący stopień szkodliwości społecznej czynów i masowy charakter prześladowań, które wywołały przestępstwa.

W procesie oskarżyciele udowodnili, że obaj komunistyczni generałowie polecili organom bezpieki wytypowanie pracowników dużych zakładów podejrzanych o działalność opozycyjną, których nie udało się z różnych przyczyn internować. Następnie obaj oskarżeni nakazali tym samym organom bezpieki skierowanie wytypowanych osób do Wojskowych Obozów Internowania w Chełmnie, Rawiczu i Dęblinie na trzymiesięczne ćwiczenia wojskowe bądź powoływanie działaczy opozycji do 2-letniej służby zasadniczej.

Nie ulega wątpliwości że oskarżeni dopuścili się zbrodni komunistycznych – zbrodni przeciwko ludzkości, które nie podlegają przedawnieniu

– mówił sędzia Robert Bełczącki. Zaznaczył, że oskarżeni dokonali przekroczenia uprawnień łamiąc prawo obowiązujące w PRL, w tym ustawę z 1967 r. o powszechnym obowiązku ochrony PRL.

Był to już powtórny proces oskarżonych i trwał trzy lata. Za pierwszym razem sędzia Katarzyna Kruk z tego samego sądu rejonowego umorzyła sprawę uznając, że nie jest zbrodnią komunistyczną i podlega przedawnieniu. Po apelacji sprawa wróciła do pierwszej instancji.

To wyrok nieprawomocny. Apelacje zapowiedziała obrona. Jednym z pełnomocników Ciastonia jest mec. Andrzej Różyk – wiceprokuratora Prokuratury Generalnej PRL.

Jak podkreślił po wyroku prok. IPN Mieczysław Góra, "to przełomowy wyrok, ponieważ większość spraw, które kończyły się, a w których wnosiliśmy o zakwalifikowanie czynu jako zbrodnia przeciwko ludzkości były przez sądy umarzane".

Zależało nam przede wszystkim na tym, żeby oskarżeni zostali uznani za winnych. Sprawcy po usłyszeniu aktu oskarżenia opowiadali historyjkę w sądzie, że to Solidarność uniemożliwiała im zaprowadzenie demokracji. Gdyby oskarżeni zostali uniewinnieni bądź sprawa umorzona, ta wersja historii komunistycznych generałów zwyciężyłaby

– stwierdził w rozmowie z nami przedstawiciel oskarżycieli posiłkowych Tadeusz Antkowiak ze stowarzyszenia Chełminiacy 1982.

Sasin, który był obecny dziś w sądzie, nie chciał komentować wyroku.

Mam nadzieję, że nie trafię do więzienia

– stwierdził po wyjściu z sali.