70 lat państwa Izrael. Co się dzieje na Bliskim Wschodzie?

Informację zamieścił

Współtwórca Niepoprawnego Radia PL







Jak nietrudno było przewidzieć, 70. rocznica powstania Izraela i uroczyste przeniesienie ambasady USA do spornej Jerozolimy, wywołały powszechne protesty Palestyńczyków oraz gwałtowną reakcję państwa żydowskiego.

 

W poniedziałek 14 maja izraelska armia zastrzeliła co najmniej pięćdziesiąt osiem osób – demonstrantów na granicy w Strefie Gazy. W tym samym czasie żaden izraelski żołnierz nie zginął z powodu zamieszek.

 

Wiele arabskich państw, ONZ i niektórzy zachodnioeuropejscy sojusznicy USA oskarżają ekipę Donalda Trumpa o niepotrzebne spowodowanie eskalacji i tak bardzo nabrzmiałego konfliktu izraelsko-palestyńskiego, wskutek decyzji o przeniesieniu ambasady z Tel Awiwu do Jerozolimy.

Ruch ten jednak decydenci amerykańscy zaplanowali wiele lat temu. W 1995 r. Kongres USA ogromną większością głosów zatwierdził ustawę Jerusalem Act, wzywającą Waszyngton do przeniesienia ambasady do Jerozolimy do 1999 r. Decyzja zawierała jednak klauzulę, zezwalającą prezydentom odłożyć przeniesienie placówki dyplomatycznej, jeśli zagrażałoby to bezpieczeństwu narodowemu. Praktycznie każdy prezydent aż do czasu Donalda Trumpa to robił, m.in. ze względu na prowadzone z Palestyńczykami negocjacje pokojowe, których ani administracja Clintona, ani Busha nie chciały zakłócać.

 

Z punktu widzenia doradców obecnego przywódcy USA, w ostatnich latach Palestyńczycy odmówili współpracy z Izraelczykami w sprawie uregulowania wzajemnych relacji, więc Amerykanie zdecydowali się na ten ruch. Zresztą, była także realizacja obietnicy Trumpa z kampanii wyborczej.

Otoczenie prezydenta, chociaż dostrzegało ryzyko związane z przeniesieniem ambasady, podkreśla, że problemy stwarzają głównie „terroryści” z Hamasu, którzy i tak planowaliby atakować Stany Zjednoczone.

 

Zdaniem Jima Philipsa z Heritage Foundation, rządzący de facto w Strefie Gazy Hamas – uważany przez USA, Izrael czy UE za organizację terrorystyczną – uniemożliwia zawarcie pokoju między Palestyńczykami i Żydami, ponieważ nie akceptuje w ogóle istnienia państwa Izrael. W związku z tym, Żydom nie pozostaje nic innego jak zdecydowanie zwalczać działania Hamasu i „bronić swoich granic”.

 

Philips przekonuje, że Hamas musi zniknąć z Gazy, bo nawet jeśli Izrael podpisałby „idealną umowę pokojową z Autonomią Palestyńską”, Hamas zacząłby „kolejną rundę terroryzmu rakietowego”. Przedstawiciel HF przypomina, że kiedy Izrael wycofał się z Gazy w 2005 r., organizacja przeprowadziła przewrót wojskowy i „zamieniła Strefę Gazy w bazę dla terrorystów”. Dodaje, że tak długo jak ugrupowanie przetrwa, nie może być pokoju.

 

Amerykański konserwatysta z wpływowej fundacji współpracującej z administracją Trumpa oskarżył Iran o to, że nie tylko wspiera Hezbollah i wiele innych szyickich bojówek, rozmieszczonych w Syrii, ale także finansuje i uzbraja sunnicki Hamas oraz Palestyński Islamski Dżihad.

 

Ze Strefy Gazy wystrzeliwane są w kierunku Izraela coraz bardziej wyrafinowane pociski rakietowe. O ile wiadomo, że Hezbollah ma ponad 150 tysięcy rakiet na północy wzdłuż granicy z Libanem, o tyle nie jest jasne, iloma dysponuje w Strefie Gazy – przemycanymi tunelami przez przemytników rzekomo opłacanych przez Iran. Philips wskazuje, że Teheran jest bardzo zaangażowany w atakowanie Izraela z trzech stron: z Libanu, Syrii i Gazy.

 

Według konserwatywnego analityka, nie ma co mówić o pokoju między Palestyńczykami a Żydami, dopóki „totalitarne, islamskie ideologie nie zostaną pokonane i zdyskredytowane”.

 

Świat reaguje

W zamieszkach, które ze zdwojoną siłą wybuchły w poniedziałek, zginęło co najmniej 60 osób, zaś prawie 3 tysiące zostało rannych.

 

Według armii izraelskiej, tylko w poniedziałek na granicy w Strefie Gazy zebrało się 35 tysięcy Palestyńczyków, by zaprotestować przeciwko otwarciu ambasady USA. Niektórzy rzucali kamieniami, podczas gdy inni wysyłali nad ogrodzeniem płonące latawce, próbując podpalić uprawy osadników żydowskich.

 

„The Washington Post” cytował 25-letniego Yousefa Abu Saleha, który mówił, że ludzie protestują, bo „amerykańska administracja przyjęła izraelską wersję historii i pozbawiła ich prawa do powrotu” na zagarnięte przez Żydów ziemie. IDF użyła ostrej i gumowej amunicji, by rozproszyć tłum zgromadzony wzdłuż granicy. Uruchomiła także po raz kolejny drony rozpylające gaz łzawiący.

 

Sekretarz generalny Organizacji Narodów Zjednoczonych ostro skrytykował wydarzenia rozgrywające się wzdłuż granicy izraelsko-palestyńskiej, zaś jego rzecznik – Farhan Haq wezwał izraelską armię do „maksymalnej powściągliwości” w użyciu broni, a Hamas i przywódców demonstracji do zapobiegania wszelkim agresywnym działaniom i prowokacjom, by wszyscy cywile, a zwłaszcza dzieci, nie byli narażeni na niebezpieczeństwo.

 

Szpitale w Strefie Gazy już po pierwszym dniu demonstracji apelowały o dostawy niezbędnych środków medycznych, leków i sprzętu.

 

Jednocześnie przedstawiciele ONZ przypomnieli, że nie ma innej alternatywy w celu uregulowania relacji palestyńsko-żydowskich, jak rozwiązanie dwupaństwowe.

 

Premier Izraela Benjamin Netanjahu bronił IDF twierdząc, że ofiary śmiertelne i obrażenia są uzasadnione. „Każdy kraj ma obowiązek bronić swoich granic” – napisał na Twitterze. Dodał, iż władze będą nadal „działać z determinacją, aby chronić suwerenność i obywateli”.

 

Rząd RPA usunął ambasadora z Izraela. Turcja wezwała swoich przedstawicieli zarówno z Tel Awiwu, jak i z Waszyngtonu na tymczasowe konsultacje. Ankara zwróciła się również z prośbą o zorganizowanie nadzwyczajnego spotkania Organizacji Współpracy Islamskiej. Odbędzie się ono w piątek. Turecki prezydent Recep Tayyip Erdogan zapowiedział, że w piątek w Stambule będzie miał miejsce wielki wiec w ramach solidarności z Palestyńczykami. – Izrael sieje terror. Izrael jest państwem terrorystycznym – mówił do swych rodaków-studentów podczas wizyty w Londynie.

Unia Europejska ograniczyła się do wezwania obu stron aby te „zachowały powściągliwość”, wskazując, że w Strefie Gazy giną cywile, w tym dzieci i dziennikarze. Szefowa unijnej dyplomacji Federica Mogherini podkreśliła, iż „Izrael musi szanować prawo do pokojowego protestu i zasadę proporcjonalności przy użyciu siły. Hamas oraz przywódcy demonstracji w Gazie muszą dopilnować, aby nie stosować przemocy”.

 

Francja ubolewała, że Izrael użył „nieproporcjonalnej siły” i sprzeciwiła się decyzji USA o przeniesieniu swojej ambasady. Paryż uważa, że Waszyngton „naruszył prawo międzynarodowe”.

Brytyjski minister spraw zagranicznych Boris Johnson wyraził „smutek z powodu śmierci w Gazie”. Apelował także o powściągliwość w stosowaniu siły.

 

Egipt, jedno z zaledwie dwóch arabskich państw, które utrzymują dyplomatyczne stosunki z Izraelem, potępił przemoc przeciwko pokojowym marszom i ostrzegł przed eskalacją zamieszek na okupowanych terytoriach palestyńskich.

 

Kuwejt zażądał nadzwyczajnego spotkania Rady Bezpieczeństwa ONZ, potępiając działania IDF. Podobnie uczyniła Arabia Saudyjska, broniąc „uzasadnionych praw Palestyńczyków”.

Zjednoczone Emiraty Arabskie przekazały w poniedziałek 5 milionów dolarów na rzecz Czerwonego Półksiężyca, z przeznaczeniem dla ofiar starć w Strefie Gazy. ZEA potępiły „nadmierne użycie siły” przez armię izraelską przeciwko „nieuzbrojonemu narodowi palestyńskiemu”.

 

Katar zaś określił Izrael jako „maszynę do zabijania” i wezwał społeczność międzynarodową do interwencji. MSZ Australii za eskalację sytuacji obwiniał Hamas, ale apelował do izraelskich decydentów o „zachowanie proporcji w reagowaniu na protesty”. Podobnie uczynili Niemcy.

 

Minister spraw zagranicznych Iranu szybko skrytykował swojego długoletniego wroga. „Izraelski reżim masakruje z zimną krwią niezliczonych Palestyńczyków, protestujących w największym na świecie więzieniu na wolnym powietrzu. Tymczasem Trump świętuje przeniesienie amerykańskiej, nielegalnej ambasady wraz z arabskimi kolaborantami, by odwrócić uwagę” – skomentował Mohammad Javad Zarif.  

 

Pośród rannych jest wielu dziennikarzy, młodych mężczyzn i chłopców, do których snajperzy izraelscy strzelali w taki sposób – jak przekonuje Amnesty International – by pozostali na całe życie kalekami.

 

W poniedziałkową noc Rada Bezpieczeństwa ONZ przedłożyła projekt rezolucji potępiającej przemoc i wzywającej do niezależnego śledztwa. Stany Zjednoczone jednak zablokowały tę inicjatywę. O powściągliwość apelowała także dyplomacja rosyjska, a jej szef przypomniał, że Moskwa kilka razy publicznie wyraziła swój sprzeciw wobec przeniesienia ambasady USA. Minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow domagał się ustalenia statusu Jerozolimy na podstawie dialogu – także z Palestyńczykami.

 

Państwo, które powstało dzięki działaniom terrorystów żydowskich – potępia terrorystów z Hamasu

Pogrzeby Palestyńczyków miały się odbyć we wtorek, dokładnie w rocznicę powstania państwa Izrael – jak na ironię – utworzonego wskutek bezwzględnych działań organizacji terrorystycznych, kierowanych przez komunistycznych Żydów ocalałych z Holokaustu.

 

Prof. Bruce Hoffman, dyrektor Centrum Studiów nad Bezpieczeństwem i szef programu studiów nad bezpieczeństwem w Georgetown University, w swojej książce zatytułowanej Anonymous Soldiers. The struggle for Israel, 1917-1947 stawia tezę, że brytyjska decyzja o rozwiązaniu mandatu palestyńskiego oraz przekazaniu sprawy Palestyny do ONZ wynikała głównie z udanej kampanii terrorystycznej bojówek żydowskich. Kampanii prowadzonej przez Irgun Tzvai Leumi (Narodową Organizację Wojskową, bardziej znaną jako Irgun) i bardziej radykalne jej odgałęzienie – Lohamei Herut Yisrael (Bojowników o Wolność Izraela), znane jako Lehi lub Gang Stern, od nazwiska jej charyzmatycznego założyciela, Abrahama Sterna.

 

Irgun powstał w latach dwudziestych XX wieku jako organizacja paramilitarna Hagana, stając się niezależną grupą we wczesnych latach trzydziestych. Hagana była pół-zakamuflowaną milicją stworzoną początkowo, by pomóc w obronie przed arabskimi zamieszkami w Palestynie na początku lat dwudziestych i ponownie sformowaną w 1929 r. Grupa ugruntowała się podczas powstania arabskiego, począwszy od 1936 roku, kiedy siły Wielkiej Brytanii z trudem radziły sobie z przemocą skierowaną przeciwko społeczności żydowskiej w Palestynie.

 

Pod kontrolą w większości socjalistycznego kierownictwa Hagana stała się armią podziemną, wraz ze sztabem generalnym, służbami wywiadowczymi i logistycznymi oraz wysokim dowództwem podporządkowanym cywilnej kontroli za pośrednictwem Agencji Żydowskiej. Tuż przed wybuchem II wojny światowej brytyjski rząd, coraz bardziej obawiając się zawirowań w świecie arabskim, stopniowo zamykał bramy do Palestyny, utrudniając imigrację Żydów.

 

Żydzi w Palestynie walczyli przeciwko polityce brytyjskiej m.in. poprzez zamachy terrorystyczne i ostatecznie zmusili Brytyjczyków do przekazania sprawy tego terytorium do ONZ.

Amerykański historyk, który studiował brytyjskie akta wojskowe, kolonialne i policyjne z tamtych czasów, pisał o anonimowych żołnierzach Irgun, wskazując, że byli wysoce zdyscyplinowaną, okrutną i bezlitosną grupą zdeklarowanych morderców. Z kolei Lehi określił jako bardziej ekstremalną, znacznie mniejszą i uzupełniającą wersją organizacji macierzystej.

 

Hoffman nie stronił od szczegółowego opisywania brutalnych napadów i morderstw z okresu walki o utworzenie państwa Izrael, darując sobie jednak podawania nazwisk wszystkich oprawców i oszczędzając tym samym ich potomkom niemiłych wspomnień.

 

Organizacja Lehi była odpowiedzialna m.in. za zabójstwo lorda Moyne'a, brytyjskiego ministra stanu w Kairze w listopadzie 1944 r. To jego obarczano odpowiedzialnością za ustanowienie surowej polityki imigracyjnej, utrudniającej przyjazd Żydów do Palestyny. Brutalność żydowska miała także zrazić brytyjskiego premiera Winstona Churchilla, który był jednym z największych sojuszników ruchu syjonistycznego.

 

Irgun miał strategiczny cel do osiągnięcia. Jego zadanie polegało na przekonaniu opinii światowej i USA, że Wielka Brytania po prostu nie może rządzić Palestyną. Doprowadziło to, zdaniem Hoffmana, do upokarzającego zrzeczenia się mandatu przez Brytyjczyków i przekazania sprawy Palestyny ONZ. 29 listopada 1947 r. większość w Zgromadzeniu zagłosowała za podziałem Palestyny ​​na państwo żydowskie i arabskie.

 

Państwo Izrael początkowo liczyło nie więcej niż 600 tysięcy żydowskich mieszkańców. Przywódcy Irgunu i Lehi zostali premierami, brutalnie rozprawiając się z innymi „terrorystami” i budując potęgę państwa w oparciu o IDF.

 

Radykalna zmiana państwa Izrael i „prześladowania nie-Żydów”

W bardzo ciekawej analizie redaktor naczelny lewicowej izraelskiej gazety „Haaretz”, Aluf Benn zauważył na łamach „Foreign Affairs” w 2016 r., że Izrael za rządów Netanjahu przechodzi dogłębne przeobrażenie. Zamiast „być krajem postępowym i w znacznym stopniu zeświecczonym”, jak wyobrażali sobie to jego „ojcowie założyciele” – czyli terroryści z Irgunu i Lehi – zmienia się w państwo nacjonalistyczne, coraz bardziej radykalne.

 

Obecni przywódcy Izraela na czele z premierem Netanjahu chcą przekształcić go w „radykalne państwo żydowskie”, które „będzie prześladować wszystkich nie-Żydów” – przeczytać można w tekście.

 

Jak ocenił autor, 79 procent Żydów z Izraela domaga się „preferencyjnego traktowania” swych rodaków, co równoznaczne jest z poparciem dyskryminacji nie-Żydów.

 

Benn narzekał, że obecne władze nie myślały o kontynuowaniu procesu pokojowego z Palestyńczykami, lecz skrupulatnie realizowały politykę zmierzającą do ostatecznego przejęcia wschodniej Jerozolimy i Zachodniego Brzegu. Netanjahu wymienił elity w sądownictwie i innych i urzędach, „czyszcząc” kraj z przeciwników stworzenia „państwa żydowskiego” dla Żydów.

 

Benn w obszernej analizie przedstawił pierwotną koncepcję powołania państwa Izrael. Przypomniał, że wypracowała ja grupa świeckich socjalistów na czele z Dawidem Ben Gurionem, który został pierwszym premierem. „Stary człowiek – jak go nazywano – starał się stworzyć ojczyznę z nowym typem Żyda: wojownika-pioniera, który będzie orać ziemię z karabinem na plecach, a potem czytać poezję przy ognisku, kiedy bitwa zostanie wygrana. Ten nowy Żyd został zmitologizowany dzięki pamiętnej roli Paula Newmana w filmie Exodus” – pisze Benn.

 

Twórca Izraela Ben Gurion nadzorował tworzenie Sił Obronnych Izraela (IDF), które miały służyć jako główne narzędzie do przekształcenia wielojęzycznych imigrantów żydowskich w obywateli hebrajskojęzycznych.

 

Ben Gurion utrzymywał stan wojenny do 1966 r. i zabrał ziemię należącą do Arabów, przekazując ją Żydom. Jego partia Mapai (prekursor Partii Pracy) ściśle kontrolowała gospodarkę oraz podział pracy. Ben Gurion i jego prawie wszyscy współpracownicy byli aszkenazyjskimi Żydami (tj. pochodzili z Europy Wschodniej). Dyskryminowali Żydów sefardyjskich (znanych w Izraelu jako Mizrahim), którzy przybyli z krajów arabskich, takich jak: Irak, Maroko, Tunezja i Jemen. Ben Gurion był przekonany, że religia w końcu przestanie odgrywać jakąkolwiek rolę, ustępując przed ideami „świeckiej nowoczesności”.

 

Sukcesy IDF na polu walki w 1948, 1956 i 1967 roku pomogły umocnić centralną rolę wojskowych w społeczeństwie izraelskim.

 

Pierwszym poważnym wyzwaniem dla idei Izraela Ben-Guriona – uważa Benn – była wojna Jom Kippur w 1973 roku, gdy Egipt i Syria rozpoczęły atak z zaskoczenia. Chociaż Izrael ostatecznie wygrał, to jednak poniósł ciężkie straty, a porażka wywiadu zszokowała społeczeństwo. Ludzie zdali sobie sprawę, że Izrael nie jest „nietykalny”.

 

Wkrótce Menachem Begin – założyciel prawicowego ugrupowania – wykorzystał porażkę wywiadu i aspiracje sefardyjskich Żydów do rządzenia krajem. Przejęcie władzy przez nową koalicję Likud oznaczało budowę nowego szerokiego frontu porozumienia partii religijnych. To wtedy rozpoczęło się wznoszenie osiedli żydowskich na Zachodnim Brzegu, a grupy ultraortodoksyjne zaczęły zyskiwać coraz więcej przywilejów, w tym hojne subwencje.

 

Kontynuatorem rewolucji Begina został później Benjamin Netanjahu, który po raz pierwszy wygrał wybory w 1996 roku. Od samego początku był wielkim przeciwnikiem procesu pokojowego, zainicjowanego przez swojego poprzednika w Oslo. „Bibi”, zarówno wtedy jak i teraz, postrzegał Izrael jako państwo żydowskie oblegane przez wrogich Arabów i muzułmanów, którzy chcieli je zniszczyć. Uważał, że wojna arabsko-izraelska będzie trwać aż do skończenia świata i nigdy ten konflikt nie zostanie rozwiązany. Cały Zachód – zdaniem Netanjahu – jest antysemicki i obojętny na sprawy Izraela. Dlatego Żydzi sami powinni zapobiec drugiemu Holokaustowi poprzez prowadzenie „inteligentnej dyplomacji i zachowanie sprawności wojskowej”, bez względu na to, co reszta świata pomyśli sobie o Izraelu.

 

Brak doświadczenia politycznego i lekkomyślne prowokacje wobec Palestyńczyków oraz Jordanii, a także interwencja Waszyngtonu zmusiły Netanjahu do zawarcia porozumienia z palestyńskim przywódcą Jaserem Arafatem w 1998 r. i ostatecznie doprowadziły do jego porażki w następnych wyborach.

 

Przez następną dekadę „Bibi” pracował nad koncepcją odzyskania władzy. Po reelekcji Szarona przed 15 laty wykorzystał zamieszanie związane z wciągnięciem ówczesnych elit w prowadzoną na terenie Libanu wojnę z Hezbollahem. Konflikt skompromitował owe elity, zaś Netanjahu mógł powrócić, w czym pomogła mu nowa gazeta „Israel Today” – dziennik należący do amerykańskiego magnata, właściciela licznych kasyn Sheldona Adelsona, tego samego, który był głównym donatorem kampanii Trumpa.

 

Netanjahu powrócił do gabinetu premiera 31 marca 2009 r. Nie mógł jednak od razu dokończyć „rewolucji” z powodu utrudnień, jakie stwarzała administracja Baracka Obamy. Presja, by kontynuować proces pokojowy z Palestyńczykami, zmalała po wybuchu arabskiej wiosny. Z kolei wojna w Syrii i pojawienie się nowego wroga w postaci Państwa Islamskiego wzmocniło pozycję Izraela na arenie międzynarodowej.

 

„Bibi” zapowiadał bezwzględną walkę z przeciwnikami „państwa żydowskiego”. Pretekstem do zaostrzenia wojny z Hamasem stało się odkrycie dziesiątek tuneli na terytorium egipskim i izraelskim. W czasie 50 dni walk w 2014 r. zginęło ponad 2 tysiące Palestyńczyków i 72 Izraelczyków, głównie żołnierzy. Ludność żydowska Izraela masowo poparła wojnę. Premier zaś nakazał aresztować setki żołnierzy IDF, którzy sprzeciwili się okupacji Zachodniego Brzegu.

 

Izrael – zdaniem Benna – stał się już znacznie mniej tolerancyjny i otwarty na debatę niż kiedyś. Netanjahu, chociaż sam jest Żydem aszkenazyjskim, otacza się Żydami sefardyjskimi. To spośród nich rekrutuje się nowa elita, która kładzie nacisk na upowszechnianie odnowionej wizji „syjonizmu”.

 

Przez lata kierowany przez USA proces pokojowy skupiał swoją energię na około 40 procentach Zachodniego Brzegu, gdzie funkcjonuje Autonomia Palestyńska, podczas gdy zasadniczo ignorowano Gazę i Wschodnią Jerozolimę. W międzyczasie oba obszary stały się regularnymi punktami zapalnymi palestyńskich niepokojów.

 

Ignorowanie Gazy i wschodniej Jerozolimy w procesie pokojowym

Narzucona w 2007 r. przez Izrael blokada, wraz z trzema głównymi wojnami, spowodowała spustoszenie w gospodarce i infrastrukturze cywilnej Gazy, gdzie 80 procent mieszkańców jest zależna od międzynarodowej pomocy żywnościowej.

 

Chociaż obecny kryzys humanitarny to przede wszystkim rezultat izraelskiej blokady, także zarówno Hamas, jak i władze autonomii znacznie wpłynęły na pogarszanie się warunków – choćby poprzez trwający wśród Palestyńczyków podział, skutecznie paraliżujący ich politykę.

 

Wiele do życzenia pozostawia również położenie tego ludu w izolowanej wschodniej Jerozolimie, okupowanej przez Izrael od 1967 roku. Palestyńczycy żyją w swoistej społecznej i politycznej próżni. Oprócz fizycznego odizolowania od Zachodniego Brzegu i wewnętrznego rozdrobnienia przez izraelskie osiedla i mur separacyjny, są dyskryminowani w niemal wszystkich aspektach życia.

Około 75 procent palestyńskich mieszkańców Jerozolimy żyje poniżej granicy ubóstwa. Władze Izraela – jak podkreślają Palestyńczycy – chcą tam za wszelką cenę pozostawić ich „sierotami politycznymi, całkowicie pozbawionymi przywódców”.

 

Agnieszka Stelmach

Uzupełnij

Twój email nigdzie nie będzie publikowany i udostępniany.

  • Aktualności, Świat

  • 26.Maj
  • Toczy się spór o to, „czyja ma być Polska”.
  • Rodzina jest pierwszą wspólnotą, w której uczymy się kochać – mówił Ojciec Święty. W niej uczymy się wiary i życia. Rodzina pomaga nam również przetrwać życiowe przeciwności i nieszczęścia.Tego nauczymy się tylko w rodzinie, w dialekcie własnej rodziny. W innym języku jest to niezrozumiałe. Współczesna kolonizacja. Morawiecki: Zachód zarabia na nas więcej, niż nam daje […]

  • Opinie i analizy

  • 26.Maj
  • Narzucanie tematów.
  • Ci, którzy przeżyli emocjonalną huśtawkę w latach 1980-1981 doskonale mnie zrozumią.  Władza dała nam szybkie szkolenie. Nasze emocje skakały do góry i w dół. Jak już niby wygraliśmy Kryzys Bydgoski w marcu 1981 r., to już tego samego wieczora tuż po ogłoszeniu zakńczenia sprawy, co przyniosło na chwilę ulgę, kamery telewizyjne przybliżały aż do bólu […]

  • Historia, tradycja, kultura

  • 25.Maj
  • „Katyń – Ostatni świadek”. Czy Zachód zechce poznać prawdę?
  • Wciąż nie możemy się doczekać na – obiecane nam przecież – gwiazdorsko obsadzone, reżyserowane przez tuzy światowego kina filmy opowiadające o polskiej historii. Nie łudźmy się, ten miraż, tak dobrze sprzedający się w rządowej propagandzie, nie ma zbyt wielu szans na realizację. W jego cieniu powstają jednak obrazy, których twórcy podejmują się trudnego zadania ukazania […]