We wtorek przed południem przestały działać urządzenia w Przepompowni Ścieków Ołowianka, odbierającej 60 proc. ścieków z Gdańska i odprowadzającej je do Oczyszczalni Wschód. By uniknąć tzw. cofki, w efekcie której mogłoby dojść do zalania ściekami domów i ulic zdecydowano o awaryjnym zrzucie ścieków… do Motławy.

W ciągu godziny do Motławy trafia około 2,3 mln litrów nieczystości, które z nurtem rzeki płyną do Zatoki Gdańskiej.

CZYTAJ WIĘCEJ: Gigantyczna awaria gdańskiej przepompowni. Miliony litrów ścieków płyną do Bałtyku

Prokuratura okręgowa wszczęła śledztwo w sprawie awarii, która doprowadziła do zalania pomp tłoczących 60 proc. gdańskich ścieków do oczyszczalni Gdańsk Wschód. 

Na wszystkich gdańskich plażach obowiązuje zakaz kąpieli, w Mołtawie pojawiły się śnięte ryby a w całej okolicy czuć okropny fetor. Sytuacja pogarsza się z godziny na godzinę. 

Na miejsce awarii udał się wczoraj Paweł Adamowicz. Prezydent Gdańska uspokaja, że nie będzie mieć to "długotrwałych skutków ekologicznych".

– Tak jak Was zaniepokoiła mnie konieczność awaryjnego zrzutu ścieków do Motławy. Nie jest to działanie obojętne dla środowiska, ale nie powinno mieć długotrwałych skutków ekologicznych

– uspokajał Adamowicz mieszkańców miasta.

Tymczasem Gdańszczanie są wściekli.

Więcej na ten temat w czwartkowym wydaniu Dodatku Pomorskiego "Gazety Polskiej Codziennie"