To bezsprzecznie jeden z największych przekrętów czasów rządów PO-PSL, który miał dosłownie przeorać strukturę społeczną na polskiej wsi i całkowicie uwłaszczyć polityków spod znaku zielonej koniczynki na prowincji. O skali afery niech świadczy liczba spraw zgłoszonych do organów ścigania. W ostatnich miesiącach kierownictwo Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa zgłosiło 63 zawiadomienia dotyczące 115 spraw. Z tych spraw już wszczęto 77 postępowań. W sprawach masowo występują politycy samorządowi, ale również pojawiają się nazwiska obecnych posłów PSL. O przestępstwa urzędnicze, w tym niedopełnienia obowiązków i przekroczenia uprawnień, jest już podejrzewany zarząd województwa lubelskiego z marszałkiem województwa Sławomirem Sosnowskim, i ostatnio zarząd województwa kujawsko-pomorskiego z marszałkiem Piotrem Całbeckim. Karuzela kręci się dalej i sprawy już wkrótce mogą dotyczyć nawet 3,2 mld zł.

Okazja do robienia ogromnych interesów pojawiła się, gdy Unia Europejska zdecydowała się dofinansować tworzenie w naszym kraju tzw. grup producenckich. Założenie jest proste. Minimum pięciu rolników zrzesza się, aby tworzyć wspólne przedsiębiorstwo w branży rolnej. Konsolidacja przedsiębiorstw i tworzenie dużych ferm to postulat lansowany przez polityków i naukowców od lat. W przeciwieństwie do małych gospodarstw duże, wyspecjalizowane jednostki mają radzić sobie lepiej na globalnym rynku. Z podobnego założenia wychodziła również Unia, która na tworzenie grup producenckich w Polsce przeznaczyła blisko 8 mld zł. Taki tort do podziału nie umknął uwadze polityków PO i PSL, którzy mieli ustalić standardy i czuwać nad tym, aby pieniądze były wydatkowane zgodnie z przepisami.

Zamiast jednak stworzyć przejrzyste procedury, skupiono się na tym, aby przekonać rolników do zrzeszania się.

Szczególnym piewcą tworzenia grup producenckich był minister rolnictwa Marek Sawicki. Z wypowiedzi polityka PSL wynikało, że takie zrzeszenia były remedium na wszystko – na spadające ceny trzody chlewnej, na rosyjskie embargo, na wyzysk rolników ze strony sieci handlowych. Każda okazja była dobra, aby powiedzieć: „Tylko dobry system wzajemnego organizowania się może pomóc sytuacji w rolnictwie”. Zwykle później padała dodatkowa zapowiedź:

„Chcemy wspomóc grupy producenckie poprzez łatwiejszy dostęp środków z Unii Europejskiej”. 


Więcej w najnowszym numerze tygodnika "Gazeta Polska"

fot.

/ Zbyszek Kaczmarek/Gazeta Polska

Jacek Liziniewicz

Dziennikarz „Gazety Polskiej” oraz „Gazety Polskiej Codziennie”. W \"GP\" kieruje działem dotyczącym tematyki środowiska.

Kontakt z autorem