Politycy totalnej opozycji, którzy zaczęli mówić o bojkocie TVP Info, wybrali sobie do tego nie najlepszy pretekst. Jak zauważył Tomasz Sakiewicz, mogli polec za wszystko, a postanowili polec za prostytutki, oburzając się na podaną przez Michała Rachonia za Radiem Szczecin informację o ich obecności w apartamencie sekretarza generalnego PO Stanisława Gawłowskiego.

Potencjał PO i Nowoczesnej się nie sumuje

Według zgodnej opinii rozmówców "Gazety Polskiej", ten bojkot nie ma szans powodzenia, bo nie jest w interesie większości jego potencjalnych uczestników. W opozycji podziały są bowiem silniejsze niż kiedykolwiek, a przyczyniło się do tego niespodziewane wzmocnienie SLD. 

SLD zaczęło zyskiwać w sondażach, odnotowując wyniki od 6 do 12 proc. Ten ostatni w sondażowni IBRIS, której prezesem jest Marcin Duma, były działacz tej partii. Nawet gdyby założyć, że któreś z sondaży zostały „podkręcone”, to w przeciwieństwie do kuriozalnych badań, w których PO i Nowoczesna wygrywać miały z PiS, sondaże dotyczące SLD miały potencjał wywoływania efektu kuli śnieżnej, gdyż Nowoczesna upadła, a PO nie potrafi wyzwolić się z kryzysu. Na początku maja odeszli z tej partii kolejno Joanna Scheuring-Wielgus, Joanna Schmidt i Ryszard Petru.

– Nowoczesna dała się wchłonąć PO po tym, jak jej szefową została Katarzyna Lubnauer, polityk bezbarwny, nieciekawy, niepotrafiący przyciągnąć niezadowolonych. Ryszard Petru, przy wszystkich swoich brakach erudycyjnych, był chociaż rozpoznawalny i przykuwał uwagę

– ocenia Stanisław Pięta, poseł PiS. 

Połączenie się PO i Nowoczesnej w Koalicję Obywatelską, idącą wspólnie do wyborów, nie zjednoczyło automatycznie potencjałów tych partii. Aleksander Arabadzić, doradca byłego wiceprezydenta Warszawy Jacka Wojciechowicza z PO, ocenia:

– Ta koalicja w większości miast się nie udaje. Do koalicji z PO wchodzi jedynie aparat Nowoczesnej, osoby funkcyjne, które są przez Platformę wchłaniane. Osoby ideowe, które zapisały się do Nowoczesnej, bo były nie tylko przeciwne PiS, ale i PO, chciały nowej jakości w polityce, wycofują się z aktywności.

Do najbardziej drastycznych wydarzeń doszło w Płocku, gdzie Nowoczesna rozleciała się, gdy odszedł z niej jej dotychczasowy szef Bartosz Leszczyński. – „Władze Nowoczesnej, w mojej ocenie, podeptały ideę samorządności, narzucając nam międzypartyjne porozumienia, których jako szef płockiej Nowoczesnej nie mogłem zaakceptować” – tak uzasadnił swoją decyzję. W partii zostało… kilka osób.

Stara postkomuna zwiera szeregi

Czy ofensywa SLD jest możliwa? – Bywają takie sytuacje w polityce, kiedy nagle powstaje coś z niczego, co jeszcze rok temu wydawałoby się niemożliwe – mówi Janusz Rolicki, publicysta bliski przez lata SLD. 

Parę tygodni temu odbył się w Warszawie kongres SLD. Jak mówi informator "Gazety Polskiej", delegatów przyszło zdecydowanie więcej niż w czasie poprzednich tego typu imprez. Było też widać, że Czarzasty postawił na zdyscyplinowanych weteranów. – Było kilku młodszych, jak Gawkowski, których Włodek wysyła z premedytacją do mediów, aby mu robili PR. Ale poza nimi średnia wieku na sali 70 plus – opowiada "GP" uczestnik wydarzenia. Niespodzianką było dla wielu pojawienie się Roberta Kwiatkowskiego, który działał wcześniej u Janusza Palikota.

Wbrew pozorom struktury postkomuny na prowincji, w tym w wielu samorządach, przetrwały nieźle kryzys.

Przykładowo w wielkopolskich powiatach były poseł SLD Tadeusz Tomaszewski pracuje pełną parą. Tamtejsi ludzie SLD przedstawiani są jako działacze społeczni, często nienależący do tej partii. Ogłaszają się jako alternatywa dla rządzącej lokalnie PO. Po staremu trwają związki postkomuny ze sportem i odbywają się turnieje pod patronatem eurodeputowanej SLD Krystyny Łybackiej.

SLD kontra PO, czyli uderzenie w oszukańca

Gdy SLD odmówiło bojkotowania programu Woronicza 17, Andrzej Halicki nazwał tę partię „przystawką”, stwierdzając, że „przystawki nie zastąpią opozycji w TVP”. Czarzasty odpisał mu sarkastycznie: „Andrzej. Dziękuję Ci za nazwanie SLD przystawką. Pamiętaj o tym, jak będziemy rozmawiali o poparciu przez SLD R. Trzaskowskiego proszę. Opowiesz o tym zresztą u Rachonia za tydzień”. Czarzasty zaznaczył niedawno, że to lider PO nie chciał porozumienia z nim, wbrew medialnym deklaracjom. Nazwał Schetynę „oszukańcem”. – Nie dzwoniłeś do Kosiniaka, Czarzastego (…), chcę ci powiedzieć jedną rzecz: po prostu, oszukańcu, nie kłam. Po prostu nie kłam – podkreślił.

Sytuacja Schetyny w opozycji zmieniła się więc mocno – zamiast nijakiej Lubnauer i kuriozalnego Petru wyrósł mu mocny rywal niebojący się wymiany ciosów. „Jak patrzę na PiS i Platformę i myślę o samorządzie, to myślę, sobie, że to kpina, bo czym się różni zachowanie Grzegorza Schetyny, który w teczkach do Wrocławia wozi kandydatów na prezydenta co trzy miesiące innego, a ostatnio go widziano, że kupował trzecią teczkę –  będzie następny kandydat – nie pytając się o to ani swojej partii w tym mieście, ani obywatelek i obywateli?” – pytał Czarzasty.

Ten ostry ton podjęli współpracownicy lidera SLD. Gdy Lubnauer wygłosiła dość bełkotliwą tezę, że „na wybory w 2019 roku powinno powstać szerokie porozumienie opozycji od wartości liberalno-lewicowych aż po wartości nawet konserwatywne”, odpowiedziała jej dość trafnie, abstrahując od wulgaryzmu, rzecznik SLD Anna Maria Żukowska: „lewicowo-ch… wo-nie-wiadomo-jakie”. A wulgaryzm był oczywiście zaplanowany – chodziło o to, by świadomość, że SLD staje się alternatywą, przebiła się jak najszerzej. Na umizgi ze strony Schetyny Żukowska odpowiedziała:

„My wcale nie chcemy być zaproszeni do Koalicji Obywatelskiej, bo mamy swoją koalicję SLD Lewica Razem, szyld, pod którym będziemy szli w wyborach samorządowych”.

Elektorat PSL kocha TVP Info

Chwilami pomiędzy PO i SLD dochodzi do rywalizacji wokół tematyki kuriozalnej. SLD postrzega obietnice PO, że przywróci emerytury esbekom i zlikwiduje IPN, jako… nieuczciwe podlizywanie się jego elektoratowi.

Czarzasty liczy też na to, iż uda mu się rozegrać fakt, że zdobywanie przez niego poparcia kosztem PO i Nowoczesnej jest na rękę PiS, bo zwiększa szanse tej partii na wysoką przewagę nad drugim w sondażach ugrupowaniem. Zresztą SLD było już w przeszłości zdolne do takiej gry z PiS, m.in. w mediach publicznych. Oczywiste jest, że bojkot TVP Info z punktu widzenia interesów tej partii jest nieopłacalny. Odwrotnie – w czasie „fali wznoszącej” występowanie w mediach zamiast PO może być skuteczne.

A w wypadku pozostałych ugrupowań? Młodzi politycy PSL, którym w Warszawie zaimponował agresywny styl wypowiedzi totalnej opozycji, dziarsko pokrzykują na Michała Rachonia i TVP. Można odnieść wrażenie, że zapatrzeni w media społecznościowe, oderwali się od realiów. Ich motywacja do bojkotowania TVP wygaśnie szybko z dwóch powodów. Po pierwsze, ich elektorat nie jest wcale totalnie wrogi PiS. Po drugie zaś, TVP Info jest ulubioną stacją wyborców tej partii, także dlatego, że ma na prowincji największy zasięg.

Należy się więc spodziewać, że stanowisko PSL zbliży się do tego, które zajmowało na początku maja. Władysław Kosiniak-Kamysz mówił wówczas: „Jeśli zabraknie w niej opozycji, nikt nie będzie mógł sprostować nieprawdziwych informacji. Czy wtedy telewizja będzie bardziej rzetelna? Nie wiem”. Także Katarzyna Lubnauer, jeśli nie chce przyspieszać znikania Nowoczesnej, wróci do swojego ówczesnego stanowiska:

„Zdajemy sobie sprawę z manipulacji i stronniczości dziennikarzy TVP, ale nie możemy dopuścić do sytuacji, w której widzowie będą odcięci od głosu opozycji”.

Nie bez znaczenia jest fakt, że programy Michała Rachonia bez bojkotujących ich polityków miały świetną oglądalność, jakby widzowie przyznali mu premię za poruszenie niewygodnego dla polityków tematu.

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

fot.

/ Filip Błażejowski/Gazeta Polska

Piotr Lisiewicz

Szef działu „Kraj” w tygodniku „Gazeta Polska”. Na jej łamach publikuje m.in. całostronicowe felietony o charakterze satyry politycznej.

Kontakt z autorem

Za niezalezna.pl