Może wbiegał na boisko albo rzucał racą? Oczywiście nie, Radek jest trochę starszy ode mnie, nie był nawet w sektorze, z którego kibice wbiegli – w czasie głośnego meczu Lech-Legia – na boisko.

W taki razie co się dzieje? Ano właśnie opisaniu tego, co się dzieje, a dzieje się bardzo źle, służyć będzie ten długi tekst. Ci, którzy myślą, że rozumieją tę sprawę, mogą się mocno zdziwić, jeśli przeczytają ten tekst, ale koniecznie do końca.

Nie wbiegali na boisko, konfiskują im komputery

Skąd konfiskata komputera Radka? (pisze po imieniu, znamy się, bo przez lata prowadziłem uroczystości upamiętniające jego Brata pod kamieniem, który ustawiła Solidarność Walcząca, z której wywodzi się premier Mateusz Morawiecki). Tego nikt nie wie. Być może prokuratura uznała, że skoro jest szefem kibicowskiego stowarzyszenia, to jak poczytają sobie jego emaile, to dowiedzą się czegoś o tym, że ktoś zupełnie inny wbiegł wkurzony na murawę stadionu?


W dniu, w którym przeprowadzona była rewizja w siedzibie Stowarzyszenia Kibiców Lecha Poznań, byłem umówiony na rozmowę z Marcinem Kawką, innym kibicem Lecha, prezesem Ogólnopolskiego Związku Stowarzyszeń Kibiców, w moim programie „Wywiad z chuliganem” w Radiu Poznań i Telewizji Republika.  Jak żartowaliśmy między sobą, policja postanowiła z tego odcinka programu zrobić hit (emisja w Telewizji Republika w niedzielę o 22.15) – jemu też chwilę wcześniej zarekwirowała prywatny komputer. Dlaczego? Bo był z nim w siedzibie stowarzyszenia.


Oczywiście Marcin – notabene współorganizator iluminacji w rocznicę Powstania Wielkopolskiego – także nie wbiegał na boisko ani nie „dymił”. Po co konfiskata? Jak wyżej… Skoro stoi on na czele ogólnopolskiej kibicowskiej organizacji, to kto wie, może coś u niego znajdziemy?


Herszt miesza majonez tylko w prawo


I przypadek trzeci, najbardziej drastyczny. Policja zatrzymała na granicy wracającego z meczu w Kijowie „Klimę”, prowadzącego doping na meczach Lecha. Nie tylko zatrzymała, ale na wniosek prokuratury sąd go aresztował na trzy miesiące.


Wbiegł na boisko? Też nie wbiegł, ale zdaniem sądu nawoływał do wbiegnięcia, bo powiedział „Brama otwarta”. Jak zwrócił uwagę z w moim programie Marcin Kawka, kto chodzi na mecze ten wie, że gdyby faktycznie prowadzący doping w sektorze liczącym 4 tysiące kibiców wezwał do wbiegnięcia na murawę, to nie kilkudziesięciu, a kilka tysięcy kibiców mogłoby tam się znaleźć… Wcześniej „podżegać” miał do innego przestępstwa – zapalenia rac będących częścią stadionowej oprawy.


Zatrzymaniu przyklasnęła Gazeta Wyborcza, nazywając go „hersztem”, którego to określenia używa się wobec szefów grup przestępczych. Herszt Pruszkowa, herszt Wołomina…


Cóż, znam tego herszta najdłużej z całej trójki, grubo ponad 20 lat, z czasów gdy jeszcze nie rządził dopingiem. Pamiętam jak herszt był nastolatkiem, a dziś chodzi już na mecze z synem, z którym miał jechać na Mistrzostwa Świata… Mogę zaświadczyć, że Klima należy do osób zasługujących na największy szacunek, prowadzi doping, który podziwiany jest na stadionach w całej Europie.


Kto chce zobaczyć, jak straszny jest herszt, może obejrzeć na YouTube program kulinarny z udziałem herszta i klubowego kucharza. Klima miesza w nim majonez własnego wyrobu, a na uwagę kucharza, że trzeba go mieszać „w prawo” odpowiada ze śmiechem: „A ty myślałeś, że w którą będę stronę mieszać?”.


No więc ja znam „Klimę” i wiem, że nie należy do kojarzonych z przestępczością bojówkarzy (tacy też na stadionach są). Ale skąd mają to wiedzieć Państwo? Skoro sąd go aresztował, a w gazecie piszą, że to herszt? W tym samym czasie inny sąd wypuścił na wolność notariuszy powiązanych z mafią. Skłoni to kogoś do zastanowienia?
Ważne, żeby to padło: areszt dla Klimy jest najbardziej paskudnym wydarzeniem w czasie całych rządów PiS. I piszę to jako wyborca tej partii.


Czy ktoś chce zrobić PiS-owi samobójstwo?


Co wynika z tego, co powyżej opisałem? Otóż gdybym był wrogiem PiS-u i chciałbym wywołać bunt młodzieży w Polsce przeciwko rządowi tej partii, to poddałbym represjom dokładnie te trzy osoby. Powszechnie znane i szanowane, nie tylko na własnym stadionie, ale w całej kibicowskiej Polsce.


Co jeszcze zrobiłbym, gdybym chciał zniszczyć PiS? Zwołałbym okrągły stół w sprawie kibiców, zaprosił na niego w roli przedstawiciela kibiców księdza Jarosława Wąsowicza, organizatora kibicowskich pielgrzymek, a następnie… nie dopuścił go do głosu. Zamiast tego pozwoliłbym premierowi Mateuszowi Morawieckiemu i prezesowi PZPN Zbigniewowi Bońkowi długo i gładko opowiadać na temat sukcesów polskiej piłki…

Fot. Tomasz Hamrat


I tak też zrobił nasz rząd. W niedopuszczeniu do głosu księdza Jarka nie było – zakładam – złośliwości. Ot, zabrakło czasu, po prostu mówca został uznany za mało ważnego. A dlaczego? Ano dlatego, że rząd uważa, iż wszystko już wie, i wiedza księdza Jarka, który zna w tym środowisku wszystkich i cieszy się ogromnym autorytetem, nie jest mu do niczego potrzebna.


A skąd rząd tę wiedzę ma? Niestety, wiem aż za dobrze, skąd. Z Gazety Wyborczej i mediów jej podobnych. Tak, tak, nie ma pomyłki. Gdy politycy PiS czytają tam kłamstwa o sobie, oczywiście nie wierzą. Ale chętnie wierzą w każde kłamstwo opublikowane tam na temat kibiców, bo nic o nich nie wiedzą (notabene niektórym kibicom też się to zdarza, tylko w drugą stronę).


Poza tym z jakichś powodów niektórzy politycy PiS ufają prezesowi PZPN Zbigniewowi Bońkowi. Skoro my o kibicach nic nie wiemy, a Boniek jest byłym piłkarzem i szefem związku, to słuchamy go rozdziawioną gębą i przytakujemy jego mądrościom. Że od początków III RP wspierał Unię Wolności, a potem PO? A co to ma za znaczenie w sprawie kibiców? Po co słuchać księdza Jarka, skoro wszystko już powiedział nam Boniek?


Mądre słowa i głupie czyny


By było jasne – świetnie rozumiem, że sprawa jest delikatna. Po widowiskowym proteście kibiców rozpoczął się spektakl medialny, w którym PiS zaczął być oskarżany, że to przez tę partię, bo wspiera kiboli.


Musiał zareagować. Wypowiedź premiera Mateusza Morawieckiego o tym, że trzeba walczyć z chuligaństwem, ale podziwia patriotyczne oprawy, była OK. Trochę dalej szły wypowiedzi ministra Joachima Brudzińskiego, ale też nie było tragedii, w końcu zapewnił on, że nie będzie mówił jak Bartłomiej Sienkiewicz „idziemy po was”.


Rzecz więc nie w słowach, a w tym czego dopuściły się państwowe służby, a dopuściły się rzeczy koszmarnych, o czym pisałem wyżej. Dlaczego tak się stało?
Moim zdaniem zawiniły trzy czynniki. Po pierwsze, absurdalny stan prawny pozostawiony przez rządy PO, powstały gdy Donald Tusk ogłaszał się szeryfem. Po drugie – totalny brak wiedzy na temat kibiców wśród liderów PiS. Po trzecie – niechęć policji do kibiców, wywodząca się z czasów ich protestów przeciwko rządom Tuska.


Bomba podłożona przez Tuska wybuchła z opóźnieniem


Otóż za sprawą Tuska za odpalenie racy na stadionie (nie za rzucanie nią, ale za odpalenie jej jako składnika pięknej, chwalonej przez premiera patriotycznej oprawy) grozi kara aż 5 lat więzienia! To kara horrendalna: dla porównania na 5 lat do więzienia idą przywódcy zorganizowanych grup przestępczych.


Ale podobnych przepisów jest więcej, co doprowadza do sytuacji absurdalnych. Dotychczas nikt tego prawa nie traktował poważnie. Bo gdyby tak było, to Robert Lewandowski otrzymałby na dwa lata zakaz stadionowy po tym, jak wypił szampana na murawie stadionu z okazji awansu Polski na Euro 2016 i nie mógł by grać w eliminacjach Mundialu.


Podobny zakaz otrzymałby prezes Zbigniew Boniek i wszystkie VIP-y, której na swojej trybunie notorycznie spożywają podawany im alkohol. No bo jakim prawem loże VIP wykluczone są z antykibolskiego prawa? Przecież powinno być ono równe dla wszystkich.


Otóż teraz służby państwowe wypowiedzi ministrów uznały za sygnał do egzekwowania przepisów Tuska w sposób maksymalnie rygorystyczny. Skoro kibice odpalili race, a to straszne przestępstwo, to czemu nie wsadzać do aresztu kierującego dopingiem, nawet jeśli sam nic nie zrobił? No i czemu nie konfiskować komputerów szefom kibicowskich stowarzyszeń? Rozpracowujemy przecież gang odpalaczy rac!


Niestety, trzeba tu powiedzieć o sprawie ważnej: sprawcy torturowania kibiców przy okazji Akcji Widelec czy ci panowie w zielonych kominiarkach, co organizowali prowokacje na Marszu Niepodległości, nie wylecieli z policji. Niektórzy są nawet na całkiem wysokich stanowiskach. Nie wątpię, że do rozprawy z kibicami przystąpili z dziką rozkoszą. Metodami, który nauczyli się za Tuska. Skutki znamy.


Jarosław Kaczyński w swojej książce z początku lat 90. opowiadał, jak aparat urzędniczy bojkotuje prawicową władzę, gdy tylko taka się pojawi. Nazwał to „kłopotami z fortepianem”. Władza na górze gra Mazurek Dąbrowskiego, ale ponieważ aparat urzędniczy to sitwy istniejące od dziesięcioleci, to sabotują polecenia takiej władzy albo ich nie rozumieją. I na dole zamiast Mazurka Dąbrowskiego jest dzika kakofonia. To też stało się teraz.


Margaret Thacher byłaby zachwycona polskimi stadionami


Politycy PiS być może nie zawiedli w tej sprawie złą wolą, ale bufonadą, katastrofalną niewiedzą i niechęcią do jej zdobywania już tak (taką ma np. ksiądz Jarosław Wąsowicz). Są np. politycy PiS, którzy twierdzą, że drakońskie nakładane na kibiców są jeszcze… za mało drakońskie.


Co jakiś czas pojawiają absurdalne wypowiedzi, że Margaret Thatcher zwalczyła w Anglii chuligaństwo i my mamy zrobić podobnie, żeby było jak w Anglii. To brzmi miło w uszach konserwatysty o ile jest… kompletnym analfabetą w kwestii piłki nożnej i kibicowania.

 

fot. You Tube
Otóż nie ma żadnej, śladowej nawet analogii pomiędzy sytuacją na stadionach w Anglii w czasach rządów Margaret Thatcher, a tym co dzieje się na polskich stadionach w 2018 r. Na naszych stadionach, gdy porównamy ówczesną sytuacją w Anglii, albo w Polsce w latach 80. czy 90., praktycznie NIE MA ROZRÓB.


Obecnie w Polsce panuje więc stan lepszy pod względem bezpieczeństwa od tego, jaki zapanował po owym legendarnym zwalczeniu przez Margaret Thatcher chuligaństwa! Gdy doszło do ostatniego protestu w Poznaniu, koledzy z redakcji sportowej Radia Poznań komentowali na żywo, że takiej sytuacji nie było na poznańskim stadionie od… 20 lat. Potwierdzają to wszelkie statystyki policyjne, nawet za rządów PO potwierdzali to rzecznicy policji, psując Tuskowi kampanię PR-ową.


Zapyta jakiś nie-kibic: „To dlaczego ja widzę w telewizorze zadymy?”.  Już wyjaśniam. Problem polega na tym, że ten, kto nie zna się na piłce nożnej, nic nie wiec o setkach meczy na stadionie w Poznaniu, w czasie których nic skandalicznego się nie wydarzyło. Słyszał tylko o tym jednym spośród setek, z którego obejrzał minutę widowiskowych kadrów telewizyjnych z komentarzem, że stało się coś strasznego. I myśli, że to tak zawsze. Proste?


A czy tym razem w Poznaniu stało się coś strasznego? No to suchy opis: kibice protestujący przeciwko skandalicznej postawie zarządu klubu i zawodników wyłamali płot i kilkudziesięciu z nich wbiegło na murawę. Wrzucili też na boisko widowiskowo dymiące race. Gdy pojawiła się policja, nie wszczęli z nią bójki, tylko wycofali się na trybuny. Koniec, kropka, nikt nie ucierpiał, nie został ranny itp. Szkody i straty na poziomie niewielkiej awantury w wiejskiej dyskotece.


W Anglii gdzie „Margaret Thatcher zwalczyła” miesiąc temu przed meczem Liverpool-Roma doszło starć kibiców, w wyniku którego jeden z nich trafił do szpitala w stanie krytycznym, a dwóm policja postawiła  zarzut usiłowania zabójstwa. W sieci łatwo znaleźć można z wielkiej bijatyki na trybunach w czasie meczu West Ham United – Chelsea z 2016 r. Takiej zadymy na polskim stadionie nie było od lat 90.


Łzy w oczach wnuka Anny Walentynowicz


Kilka obrazków z ostatnich lat, tak dla przypomnienia. Pamiętam, jak Piotr Walentynowicz popłakał się patrząc na (nielegalną!) oprawę trzymaną przez tysiące kibiców Śląska Wrocław o jego babci – znalazła się na niej wraz z Inką. Ich wizerunki na „sektorówce”, race i napis „Zachowały się jak trzeba”. To było w chwilach ciemnej beznadziei, gdy okazało się, że z grobie nie ma ciała pani Ani…


Prawie wszyscy pamiętają oprawę Legii w rocznicę Powstania Warszawskiego, z niemieckim żołnierzem  przystawiającym pistolet do głowy małego powstańca. Mówiono o niej na całym świecie. Też była nielegalna.

Fot. YouTube


Przecież to kibice przyczynili się w decydujący sposób do tego, że młodzi ludzie dowiedzieli się kim byli Żołnierze Wyklęci. W ogóle bez nich nie byłoby zmiany postaw w młodym pokoleniu. U góry był prezydent Lech Kaczyński i jego dzieło – Muzeum Powstania Warszawskiego, książki IPN, ale na dole byli kibice, imponujący kolegom z dzielnicy czy osiedla oraz hip-hopowe utwory. W czasach, gdy z jednej strony grożą nam „zielone ludziki”, a z drugiej „śniade ludziki”, ludzie wychowani na przygodzie, adrenalinie i patriotyzmie, jakimi są kibice, są skarbem dla każdego społeczeństwa.


A może race należałoby jednak zalegalizować, jak robiono to w Norwegii, Danii, Szwecji czy Stanach Zjednoczonych? Zastosować np. kaucję, którą wpłacają kibice, i nie dostają jej z powrotem, jeśli ktoś ową racą rzuci?


Kiedy słyszę, iż niektórzy politycy PiS nawet prywatnie mówią o kibicach… Gazetą Wyborczą, to krew mnie zalewa. Jak można nie rozumieć znaczenia pielgrzymek kibiców, organizowanych przez księdza Jarosława Wąsowicza? Nic prostszego, niż zaprowadzić do kościoła zakonnice, sztuką jest pozwolić odkryć go chłopakom z dzielnicy, których życie nierzadko nie rozpieszczało… Gdy słyszę w ustach polityków PiS narrację „Gazety Wyborczej”, że co z tego, skoro kibice potem przeklinają, to mam ochotę zapytać: a ty jeden z drugim garniturowcu, to nie przeklinasz i zawsze jesteś wzorowy?


Dlaczego Halicki i Neumann odpalili race?


I jeszcze zagadka na koniec. Po co dwaj posłowie PO Andrzej Halicki i Sławomir Neumann odpalili race w czasie manifestacji tej partii? Może tak przypadkiem, z głupoty? Fakt, Neumann wygląda na typa, który nic nie kuma, ale Halicki jest kibicem Legii Warszawa i wie, co robi.


Otóż PO załamana jest faktem, że nie udało jej się zorganizować żadnego młodzieżowego buntu przeciwko rządom PiS i na manifestacje KOD chodzą głównie resortowi emeryci. Na manifestacje „studentów” przeciwko PiS przychodziło po kilkanaście osób.


Otóż gest Halickiego i Neumanna był doskonale przemyślany, to próba mrugnięcia  do młodzieży, że może nie jesteśmy idealni, ale wiecie, jednak bardziej luzaccy od tego PiS-u. Że to pomysł absurdalny? Będą kolejne. Gazeta Wyborcza pisząc, że sprawa kibiców jest najważniejszym testem dla PiS-u, nie miała dobrych intencji. Ta sprawa rozgrywana będzie na wiele sposobów.

Promuj niezależne media! Podaj dalej ten artykuł na Facebooku i Twitterze

screnn YouTube / „Ex Posnania Lux”, przeróbka hasła „Ex Oriente Lux”, czyli „Światło od Poznania”. Kibicowskie wartości jako wzór dla upadającej Europy

Piotr Lisiewicz

Szef działu „Kraj” w tygodniku „Gazeta Polska”. Na jej łamach publikuje m.in. całostronicowe felietony o charakterze satyry politycznej.

Kontakt z autorem