SO Barbara Kaszyca

Wrzesień 2010.

Publicysta Grzegorz Braun został ukarany przez wrocławski sąd grzywną ponad trzech tysięcy złotych za znieważenie policjanta oraz stosowanie przemocy wobec jednego z funkcjonariuszy podczas pikiety Narodowego Odrodzenia Polski w 2008 r. we Wrocławiu. Wyrok nie jest prawomocny.

Przewodnicząca składu sędziowskiego Barbara Kaszyca uznała, że Braun (który wyraził zgodę na ujawnienie swoich danych i wizerunku) jest winny obu stawianych mu zarzutów, czyli stosowania przemocy wobec funkcjonariusza, „wykręcenia mu kciuka” i uszkodzenia wiązadeł palca oraz znieważenia policjanta przez nazwanie go „bandytą” oraz „osiłkiem w kurteczce w kratkę”.

Informacja z wp.pl

Marzec 2011

Sąd uchylił wyrok ws. znieważenia policjanta przez Brauna.

Za interia.pl

Fragment relacji Grzegorza Brauna :
Stałem zatem oparty o mur i przyglądałem się, podczas gdy pojazd na wstecznym biegu zajmował miejsce do „załadunku”, do którego funkcjonariusze z kordonu odławiali już pierwszych nie stawiających oporu demonstrantów. Jeden z ubranych na czarno funkcjonariuszy polecił, bym się odsunął. Usłuchałem natychmiast robiąc krok lub dwa w bok. Jednak funkcjonariusz ów uznał, że to mało i polecił mi w ogóle oddalić się. Na to przystać nie chciałem – znajdowałem się wszak w miejscu publicznym: nieogrodzonym, niewydzielonym, nieoznaczonym w żaden sposób, jako zastrzeżone lub zakazane. Nie zdążyłem jednak nawet poprosić policjanta o wyjaśnienie, dlaczego chce mi uniemożliwić obserwowanie działań służby publicznej w miejscu publicznym – bo zaraz jakiś cywil w kraciastej kurteczce z gwałtownością całkowicie nieadekwatną do sytuacji zaczął mnie wyganiać z miejsca pod murem, które zajmowałem. Co istotne: ów cywil nie przedstawił się, nie pokazał żadnego dokumentu ani insygniów władzy. Nie wspomniał nawet, że jest z Policji – tylko zaczął mnie poszarpywać. Kiedy poprosiłem, by się wylegitymował, na moment opamiętał się i mignął mi przed oczami wyjętą zza pazuchy policyjną „blachą” – zrobił to jednak w sposób nie umożliwiający odczytania jakichkolwiek danych. Podobnie uczynił drugi cywil, który przyłączył się do pierwszego. Również pomachał „blachą” i zamiast przypomnieć koledze, że legitymowanie się przez funkcjonariusza niczemu i nikomu nie uwłacza – podjudził go do szybszej rozprawy ze mną. Podkreślić wypada, że w widocznej okolicy nie zachodziły żadne zdarzenia o charakterze gwałtownym, które mogłyby usprawiedliwić nieregulaminowe, nieformalne działanie tajniaków. Kilkakrotnie ponowiłem wezwania do wylegitymowania się. Ale oni tymczasem chwycili mnie już za ramiona i zaczęli ciągnąć „na stronę”. Zrobiło się ich więcej – może czterech, może sześciu. Trudno mi było liczyć, bo tymczasem ci pierwsi wykręcili mi już ręce – co w naturalny sposób zawęziło moje pole widzenia, jako że jednocześnie mój kark przygięty został do ziemi. Pamiętam, że kilkakrotnie wypowiedziałem słowa: „Nie stawiam oporu”. W odpowiedzi zostałem powalony na bruk – przy czym ktoś strącił mi okulary. Ręce wykręcone na plecy zostały skute kajdankami, które jeden z anonimowych napastników zacisnął jeszcze dodatkowo, by bardziej bolało. Owszem, bolało – ale nie to najbardziej. Bo zaraz potem któryś z dziarskich chłopców wyłamał mi palce.

Więcej na opcjanaprawo.pl

Inne miejsca KMN

Autorzy

Podstrona z informacją o najnowszych postach ze stron KMN

Chmura tagów